Blog

spottkania

Kurs na kartkę witrażową

Tym razem zapraszam na kurs w wersji foto. Ale jeśli macie ochotę wykonać taką kartkę pod naszym okiem, lub brakuje Wam produktów niezbędnych do jej stworzenia, to wpadajcie do pracowni.

Bardzo lubię łapać nowe pomysły i techniki od dziewczyn z Ameryki, które mają pierwszeństwo, do wszelkiego rodzaju nowości. Stąd zrodził się mój pomysł, aby wykorzystać nasze polskie zasoby do odtworzenia kartki witrażowej. Skąd wzięła się ta nazwa? Od efektu szkła pozostawionego na kolorowych elementach wyciętego wzoru. Niemając odpowiednich ażurowych wykrojników, skorzystałam z agateriowej tekturki, która świetnie nadała się do tej roli.

Zacznijmy po kolei:

Agateriową tekturkę z kwiatami użyłam jako szablonu i odrysowałam ołówkiem na kawałku satynowego papieru. Następnie pokolorowalam odrysowany wzór markerami alkoholowymi.

Potem, za pomocą srebrnego pudru do embossingu ozdobiłam tekturkę i przykleiłam ją do pokolorowanego wzoru.

Kolejnym etapem było pomalowanie płatków i listków Wink of Stella (brokatowym flamastrem), aby dodać im blasku. Na koniec użyłam Glossy Accents (produktu, który po wyschnięciu tworzy efekt szkła), który nadał ostatecznego, pożądanego efektu.

Mam nadzieję, że ten kurs okaże się dla Was przydatny. W razie pytań, zapraszam do zadawania ich w komentarzach.

spottkania

Wspomnienia z warsztatów decoupage- chusteczniki


Warsztaty w Spottykalni wspominamy bardzo ciepło, a przede wszystkim to, w jaki sposób został poprowadzone. Na początku wszystko zostało nam dokładnie objaśnione w temacie decoupage’u chusteczników. Następnie mogłyśmy dać się ponieść naszej artystycznej wizji, nawet jeśli oznaczało to spory bałagan 😉 Cały potrzebny sprzęt i przybory znajdowały się na miejscu. Wybór dekoracji był bardzo szeroki, więc każda z nas znalazła coś dla siebie i mogła stworzyć coś wyjątkowego. Wszelkie wskazówki i pomoc były przekazywane tak, aby pomagać nam w jak najlepszym technicznym wykonaniu chusteczników, ale nie narzucały tego jak jak mają się prezentować. Idealne miejsce dla osób pragnących stworzyć coś swojego, ale nie posiadających odpowiednich przyborów i kompleksowej wiedzy. Polecamy!

relacje

Historia pewnego krzesła – opowieść Natalii

Według oficjalnej wersji jest to krzesło po ciotce z Wiednia. Ale muszę się przyznać, że w tej sprawie jestem jak Pola Negri, która miała kilka wersji tego samego wydarzenia. Może więc przyjąć, że krzesło po prostu pojawiło się w moim życiu i już.

Było białe i niebieskie, co już wskazywało, że ma za sobą ciekawą historię. Poprzedni właściciel odszedł od zmysłów po tym jak jego ukochana córka uciekła z cyrkowcem i wtedy wziął białą farbę i pomalował to cudo. Kiedy dowiedział się, że jego syn postanowił zostać tancerzem flamenco zupełnie zwariował i pomalował poduszkę tego krzesła na niebiesko. Tylko takie okoliczności mogły usprawiedliwić akty tego typu.

W każdym razie krzesło w takim stanie znalazło się u mnie.

krzeslo

Zabieranie się do odnawiania starego mebla jest jak gra w ruletkę, nigdy nie wiadomo czy będzie czarno czy czerwono. Ponieważ często działam pod wpływem emocji i nieprzygotowania ochoczo zabrałam się za zdzieranie farby. Zapał przeszedł po 10 minutach i bólu ręki od machania papierem ściernym bez większych efektów. Musi być prostszy sposób! I był – tyle, że przez niego kawałek balustrady balkonu został pozbawiony farby i łazienka nadawała się do gruntownego sprzątania. Ten sposób nazywa się V33. Jest to środek, który nakłada się na farbę, a ta w magiczny i tajemniczy dla mnie sposób usuwa go z drewna. Trzeba działać szybko i precyzyjnie, ale można nabrać wprawy. W trakcie tego procesu okazało się, że warstwy starej farby są dwie: jedna biała, druga ciemna. Zeszły obie i po kilku (tak tak) godzinach pracy krzesło bez farby i osuszone czekało na kolejne etapy.

krzeslo 1

Okazało się, że noga jest pęknięta na tyle, że potrzebuje wsparcia profesjonalnego stolarza. Po kilku tygodniach krzesło było na ostatniej prostej. Została nałożona farba o kolorze pudrowej malwy, zostało dodane brokatowe muśnięcie i właściwie było po sprawie. Przyszedł czas na poduszkę i oto pod warstwą niebieskiej farby ukazała się jedwabna poduszka. Niestety była odbarwiona i zniszczona, więc nie nadawała się do użycia, ale ucieszyła oczy.

krzeslo2

Ostatnim etapem było obicie poduszki tym samym materiałem, którym obite jest łóżko w mojej sypialni. Po wcześniejszych problemach ten etap poszedł jak po maśle. I oto jest, moje zupełnie wyjątkowe krzesło przy wymarzonej toaletce.

 

krzeslo 4

Nie mogę Wam opisać, jak bardzo pomogła mi Spottykalnia, to cudowne miejsce i cudowni ludzie, którzy pokochali to krzesło tak jak ja, dzielnie zdzierali ze mną farby, malowali, reperowali, służyli inspiracją, kolorem, farbą, miejscem i energią. Bez nich na pewno efekt nie byłby taki sam. Sami zobaczcie!

krzeslo 3

relacje

Jak zrobiłam kalendarz – opowieść Beatki

Przyszłam do Spottykalni zrobić kalendarz. Metoda nazywa się jakoś obco i dziwnie, ale na szczęście Agata – specjalistka od scrapbookingu – na blogu opisała, o co w niej chodzi. To duże ułatwienie dla takiego żółtodzioba jak ja, bo te nazwy – decoupage, scrapbooking, artimento, mixmedia – nic mi nie mówią.

Metoda nie jest skomplikowana. Wybierasz papier, karton, kroisz, kleisz, dziurawisz, robisz okładkę, przegródki, kieszonkę. Takie cuda. Wszystko według własnego uznania. Chodzi o to, żeby kalendarz odzwierciedlał twoje ja.

Niech więc będzie po mojemu! Wybór papieru na okładkę – prościzna. Ten z rowerami jakby czekał na mnie.

Odrysowuję format, kroję karton, próbuję nakleić na niego papier. Tylko że klej nie chce wyjść z tuby. Cisnę więc z całych sił. Zero delikatności.

– Trzymasz ten klej jak młotek – mądruje się moja siostra, która ze swoim kalendarzem jest na etapie końcowym, bo wcześniej zaczęła. Ale rzeczywiście, jakieś takie koślawe te moje paluchy. Może mam dwie lewe ręce do robótek ręcznych?

– Całkiem dobrze, tylko wolniej – mówi Elka, właścicielka Spottykalni. No tak, wolniej, wolniej. Zawsze jestem niecierpliwa i wszystko robię szybko, nawet jak się nie spieszę.

Dostaję skalpel. Ho, ho! Pierwszy raz w życiu mam takie narzędzie w ręku. Czuję się jak na sali operacyjnej. Za jego pomocą mam jak najdokładniej odciąć niepotrzebny papier.

Najdokładniej? Hmmm, to nie jest moja mocna strona.

Wychodzi trochę krzywo, ale nie szkodzi. Na szczęście perfekcjonizm jest mi odległy. Za to słyszę utyskiwania Asi, uczestniczki warsztatów: – Krzywo! Nie robię! Nie nadaję się! Chyba nikt prócz mnie nie zwraca uwagi na te słowa, bo Asia to stała bywalczyni Spottykalni i wiadome jest, że dziewczyna trochę pojęczy, a i tak ostatecznie zrobi najpiękniejszy kalendarz.

– Jakie dodatkowe elementy dekoracyjne chcesz dodać na okładkę? – pyta Ela.

– Żadnych! – stanowczość to z kolei moja mocna strona.

 

Lubię minimalizm, ma być więc bez zbędnych detali. Jedyną dekoracją okładki będzie więc ćwiek na zamknięcie.

Praca wre. Idzie mi dość wolno i bez obycia, ale jest przyjemnie. Przyjeżdża jedzenie. To ważne dla dziewczyn organizujących warsztaty. Trzeba się posilić, bo na głodzie nie ma weny. Nie chcę jednak sobie przerywać. Wpadłam w wir pracy, nic nie przebije skalpela, więc bez problemu rezygnuję z sushi. Wystarczą mi słodkości, które gdzieś na stole są, tylko przywaliłam je kolorowymi papierami. „Czekoladka najlepsza na inspirację!”, mówi ochoczo Asia na początku warsztatów, więc idę za jej przykładem.

Okładka gotowa, ćwieki na zamknięcie przymocowane. Elka jeszcze mocuje mi metalowe narożniki, a ja kończę robić kieszonkę, którą przykleję do wewnętrznej strony okładki.

Wyszło pięknie! Dla mnie pięknie. Czyli po mojemu. Zero świecidełek, jakiś sreberek, różowych dodatków. Na szczęście nikt mnie nawet nie próbował do nich przekonać.

I zrobiłam to sama! A to znaczy, że każdy może.

Moja siostra przegląda swój kalendarz i mówi: – Ale jestem z siebie dumna!

Osoby, które przychodzą do Spottykalni, i twierdzą, że nic nie potrafią, zaskakują same siebie.

Notes

spottkania

Czarny-wesoły kalendarz

– „Hej Klaudia, zrobić Ci kalendarz do pracy?”

– „Ooo byłoby super.”

– „Okej. A jaki jest Twój ulubiony kolor? Będzie mi łatwiej z koncepcją.”

– „Czarny!”

– „Yyy. Okej. Coś wymyślę…”

No i wymyśliłam. Czarny nie musi być smutny. W połączeniu ze złotem nadaje naszym strojom i przedmiotom elegancji. A odrobina bieli i odpowiednia sentencja na kalendarzu sprawią, że o szczęściu będziemy pamiętać cały rok. Choose happy!

Kalendarz bierze udział w konkursie Cherry Craft: